Wkrótce się wszystko wyjaśni, czyli stresująca randka.

Znajomość z JS nabrała rozpędu. Sama nie wiem jak to się stało, ale podoba mi się i chciałabym więcej. On póki co też, ale jutro się wszystko okaże, podczas bezpośredniej konfrontacji. Z drugiej strony, znowu góra pokrzyżowała moje plany. Obiecywałam sobie nie angażować się zanim nie dojdzie do spotkania, a tu znowu na odwrót, bo już się bardzo polubiliśmy, a spotkamy dopiero jutro. Ja na początku nie brałam go w ogóle pod uwagę, bo to człowiek z daleka, a już więcej nie chcę związku na odległość. No i co? No i pstro. Odległość jeszcze większa niż w przypadku AK. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie, ale na chwilę obecną wszystko mi pasuje i to tak bardzo, że aż za bardzo i boję się porażki. Zdecydowanie łatwiej się spotkać z kimś na początku znajomości, bo wtedy nie ma jeszcze zaangażowania i nie ma żalu gdy na żywo coś nie spasuje którejkolwiek ze stron. Później to już boli. Denerwuję się jutrzejszym dniem. Czuję się bardzo niepewnie. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. I tak się inaczej nie da więc w razie czego będę się leczyć, ale choroba na pewno nie jest tak zaawansowana jak w JEGO przypadku więc i leczenie będzie łatwiejsze. A tymczasem dzisiaj wieczór odnowy biologicznej. Operacji plastycznej to już do jutra nie zrobię, ale co się da będę regenerować, żeby wypaść jak najlepiej. Kobiety mają przerąbane z tymi wzrokowcami. Niby widzieliśmy swoje zdjęcia, ale zdjęcie to zdjęcie, jest martwe i nie widać wszystkiego. Może trzeba było wybrać to najbrzydsze? Jakby zaakceptował to miałabym jutro mniejszy stres. Ciekawe czy on też się tym przejmuje? Facetowi jednak łatwiej. Wystarczy, że ładniejszy od diabła :). A z niego normalny facet (na zdjęciu). Ani przystojniak wielki, ani brzydal. Tyle, że sympatyczny i bardziej pewny siebie więc on się pewnie nie boi. Poza tym wiek się z mężczyznami obchodzi łagodniej i panowie 50+ są atrakcyjni z symptomami swojej dojrzałości. Nie przeszkadza mi u nich siwizna, poważny wygląd, brzuszek czy mało włosów. I mają lepszą skórę. U kobiety ważne jest wszystko – ładna twarz, zmarszczki, cera, fryzura, kolor włosów, biust, tusza, skóra nie taka, fałdki tu i tam, pajączki, pieprzyki itp. itd. I nawet jeśli fajny ciuch sporo zatuszuje to i tak kiedyś wszystko wyjdzie na jaw. On jest niewiele starszy tyle, że ma już 5 z przodu, a ja młódka już nie jestem. On wprawdzie doskonale o tym wie, ale co to za pociecha. Ech los.

Szukać czy znaleźć?

Tak sobie przypomniałam słowa pewnego znajomego a propos podejścia niektórych ludzi do poszukiwania drugiej połówki. Powiedział, że niektórzy ludzie wcale nie chcą jej znaleźć lecz celem ich działań jest świadome lub nieświadome szukanie, jako czynność sama w sobie. Hmm, może i coś w tym jest. Tak się zastanawiam, jak to jest ze mną. Teoretycznie chciałabym znaleźć, ale w praktyce chyba nikt mi nie pasuje z różnych powodów i nie wiem czy nie przyzwyczaiłam się do sytuacji, w której się znajduję. No bo co to znaczy znaleźć tę właściwą osobę? A to nie taki wygląd, a to nie takie wykształcenie, albo nie takie zachowanie, za mądry, za głupi, za młody, za stary, z brodą, zbyt pewny siebie, zbyt nieśmiały, za biedny, za bogaty itp, itd. Mnóstwo przeszkód, a ideałów nie ma. Mnie też do ideału wiele brakuje. Załóżmy jednak, że trafiam i co dalej? Już odwykłam od mieszkania z kimś i codziennych obowiązków związanych z obecnością drugiej osoby. Robię to na co mam ochotę, oczywiście w granicach moich możliwości. Nic nie muszę. Niby narzekam na to, a jednak po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chyba dobrze mi tak jak jest. Zrobiłam się leniwa. Nie chcę być sama, ale wolałabym chyba związek luźniejszy. Sama nie wiem. A jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie innych relacji niż takiego życia jak w małżeństwie, czyli razem na co dzień 24 godziny na dobę. No cóż, zmieniło mi się chyba, albo muszę się zakochać żeby sprawdzić jak to jest. Najlepiej gdyby ten potencjalny „ktoś” mieszkał w moim mieście. Wtedy byłoby najprościej.

Z PM mi przeszło. Z różnych powodów. Przede wszystkim związek bez żadnej przyszłości i w sumie zakazany. Poza tym nie czuję się w nim komfortowo również z tego powodu, że  PM jest wygodny, myśli tylko o sobie i próbuje mnie wychodząc z założenia, że decyzja należy do mnie. No więc ok, nie mam zamiaru niczego zmieniać w jego życiu, absolutnie, niech pilnuje tego co ma, bo żal żeby coś schrzanił, a ja nie akceptuję swojej roli w jego życiu i mówię dość. Tzn jutro powiem. Od jego przyjazdu z dalekiego świata widzieliśmy się raz, bo oczywiście on może tylko wtedy gdy może, a ja się mam dopasować do niego. Zero wysiłku i wyczucia moich potrzeb, co najwyżej obiecanki cacanki. Może i ja jestem dla niego jakąś atrakcją w życiu, ale on dla mnie nie. Nawet się nie złoszczę na niego. Chcę to po prostu zakończyć, bo nic do niego nie czuję i mam wyrzuty sumienia, że się z nim spotykam. Nie jest nawet moim przyjacielem, a tylko taką rolę mógłby spełniać. Od kiedy postępuje moja rekonwalescencja po JEGO zniknięciu, myślę chyba bardziej racjonalnie. I dobrze.

Na portalu randkowym nic się nie dzieje. Zaglądam, obserwuję i nikt mi nie pasuje. Śmieszą mnie często zdjęcia panów. Niektórzy wrzucają ich nawet kilkadziesiąt i to jakie, pełny repertuar poz i nie tylko. W sumie ludzie szukają tam różnych wrażeń. A ja sobie robię w myślach selekcje: sweet focie – odpada, zdjęcie na plaży w slipach – odpada, na tle samochodu – odpada, leżący na łóżku – odpada, z gołą klatą – odpada, z wąsami – odpada, z brodą – odpada, 25 lat – odpada, 60 lat – odpada, za chudy – odpada, za gruby – odpada. Sporo odpada. Ta to działa, trochę jak w sklepie. W sumie to mało jest ciekawych ofert. Ja też jestem oglądana i mam nawet swoich adoratorów :), ale cóż, do tanga trzeba dwojga. Nikogo nie zaczepiam, tylko sobie patrzę i czasem odeślę jakiś uśmiech z grzeczności, czasem coś odpiszę z konieczności i zastanawiam się „co ja właściwie tutaj robię”. Jeden pan mnie w koću zainteresował, bo zdjęcie dał normalne, na którym nawet sympatycznie wygląda, napisał pierwszy i po kilku wiadomościach uznałam, że kto wie…., ale wyjechałam na wakacje i zapomniałam. Po powrocie on się znowu odezwał i doszło do tego, że już rozmawialiśmy kilka razy przez telefon. I co? I okazało się, że robi na mnie takie wrażenie, że zaczynam się obawiać, że jest dla mnie za dobry. Zaczynam czuć jakiś dystans, muszę się pilnować, bo facet wydaje się naprawdę inteligentny i taki „światowy”, a ja cóż szara myszka. Oczywiście, że mi się to podoba, ale nasze rozmowy ewoluują powoli (to też fajne), a on robi wrażenie bardzo ułożonego pana i nawet żartobliwa forma rozmowy, która na początku bardzo się przydaje, w tym przypadku rozwija się zbyt nieśmiało. Ale coś w nim jest fajnego, ma przyjemny głos, jest dość pogodny choć nie żartowniś, konkretny, wydaje się spokojny i pewny siebie. I prawie w moim wieku. Nie wiem wprawdzie jak dokładnie wygląda, bo na zdjęciu jest w pewnej odległości i tylko w jednym ujęciu, ale wydaje się interesujący. Zaczynam się obawiać, czy ja bym mu się spodobała na żywo. W końcu też tylko jedno moje zdjęcie widział i to takie moim zdaniem lepsiejsze. I tu wychodzą moje kompleksy. No dobrze, ale za wcześnie cokolwiek pisać, bo nawet rozmowy póki co są niezobowiązujące. Ja się nie narzucam, a on dzwoni kiedy ma chęć. I tyle. Zobaczymy, co dalej.

Szkoda, że tak krótko.

Tydzień w górach to strzał w dziesiątkę. Czemu nie zaczęłam wcześniej? Nie wiedziałam, co tracę. Schodziłam się na maksa, ale dałam radę, a bałam się, że nie podołam. No bo co ja mam za ruch na co dzień? Tyle, że staram się chodzić pieszo jak najwięcej, ale i tak sporo siedzę. Tymczasem nie odstawałam od doświadczonych koleżanek, za co dostałam pochwałę i uznanie. Dumna jestem z siebie. Co tam zakwasy. Spodobały mi się szlaki górskie, całodniowe wyprawy, wchodzenie do góry (bardziej niż schodzenie), pot na plecach i przepiękne widoki. Poczułam się wolna jak ptak. I mało mi było. Już bym znowu pojechała pokonywać kolejne trasy i zdobywać kolejne szczyty. I to wspaniałe zmęczenie. Za rok jadę znowu – to już pewne.

DSCN6251DSCN6260DSCN6264DSCN6278