Obojętnie i na zimno. Poproszę o instrukcję.

Po pierwsze, dzisiaj pierwszy raz robiłam coś na co czekałam wiele lat. Czegoś się uczę. I co? Fajnie, podoba mi się, ale to nie takie łatwe. Teoria jest prostsza. Mam nadzieję, że ogarnę w końcu i będzie tak jak u innych. Przecież jestem zdolna. Dam radę i będę królową szos. Ale kurcze, póki co trudno ogarnąć wszystko na raz, a ja bym chciała już, natychmiast, w tej chwili. I nie mam na czym poćwiczyć w tak zwanym międzyczasie. Nic to, byle do niedzieli.

Po drugie JS mnie wkurza. Nie odzywa się od niedzieli. Nic a nic. Nawet sms-a. A przecież wiedział, że coś mnie bierze i mógłby się łaskawie zainteresować czy mi przeszło, czym chora. I mógłby się z grzeczności zapytać jak moja dzisiejsza premiera  wypadła, bo wie o niej i niby mi kibicuje. I mógłby chociaż podziękować za życzenia, które dzisiaj mu przesłałam. Gdzie tam. Nie to nie, ja też pomilczę, choćby mnie miało poskręcać. Chyba jestem za miła i za grzeczna. I chyba znowu to mnie za bardzo zależy.Nie wiem jak postępować z mężczyznami. Tyle mam lat i nie wiem. Chciałam być zołzą a nie potrafię i ciągle wychodzi ze mnie dobra dziewczyna. Nie wolno być dobrą dziewczyną. Mam to w nosie. Niech sam się teraz wykaże. Jeśli mało go interesuję i nie chce mu się wysilać, to goodbye. Póki sprawa świeża. Nie naciskam. To tu się wytrząsam. Przed nim kamienna twarz i obojętność. Koniec z byciem miłą. Trzeba zadbać o siebie. Jeśli nie ja to zrobię to kto?

obojetnosc_2014-02-26_23-18-10_middle

Niesamotny samotny sobotni wieczór.

Skomplikowany nieskomplikowany tytuł :). Wczoraj wieczorem już zaczynałam łapać smuta, że wolna sobota, a ja sama i po części na własne życzenie, bo PM odrzuciłam a innym znajomym nie chciało mi się zawracać głowy i w ogóle to tęskniłam za rozmową z JS. No i co? Jak szybko może się odmienić? Jeden telefon i randka na cały wieczór. Telefoniczna, żeby nie było :), ale jaka udana. Coraz bardziej go lubię, ale nie mogę mu tego zbytnio okazywać, bo on i tak jest chyba wystarczająco pewny siebie i taki oszczędny w nazywaniu wszystkiego, co mogłoby dotyczyć naszych ewentualnych bliższych relacji, że aż się boje w jakikolwiek sposób wyciągać z niego to czego widocznie na razie nie chce planować, określać, nazywać, definiować. Niby rozumiem, za wcześnie na konkrety. Przyjaciółka mówi „daj spokój, nie naciskaj, oni tak mają”. No więc nie naciskam. Robię swoje i czekam na rozwój sytuacji. Poza tym jest bardzo rozmowny, otwarty, szczery i bezpośredni więc…. trzeba wyczytać między wierszami to czego nie chce powiedzieć. To co wyczytuję brzmi optymistycznie, więc trzeba być cierpliwą. JS wydaje się być mężczyzną, który wie czego chce, a ja muszę to wybadać dyskretnie. A poza tym: pisze, dzwoni, jest miły, mądry, dowcipny, zabawny, spokojny, zrównoważony itd. itp. Starczy chwalenia faceta. Rozmawiamy nawet godzinami na tematy osobiste, często pachnie erotyką. I ten jego głos, hmmm uwielbiam. I jeszcze jak wymawia moje imię, normalnie mogłabym słuchać godzinami. Póki co :). Wczoraj spędziliśmy razem przez telefon 3 godziny i jeszcze piliśmy przy tym wino. Wypiłam butelkę mojego ulubionego białego i rozmowa była jeszcze przyjemniejsza. Dzięki temu nabrałam odwagi na zadanie pytań, na które odpowiedział, a jakże. Ja też byłam przepytywana :). Fajnie było. I tak trzymać. A za miesiąc realna szansa na spotkanie. Oj, może się dziać :).

Szalony wrzesień. Rekonwalescencja dobiega końca?

Po pierwsze, nawet nie wiem kiedy zleciały ponad trzy tygodnie września. Trochę się działo, ale głównie w sferze zawodowej. Powrót do pracy i dodatkowa praca spowodowały, że żyłam tylko tym i potrzebą wyspania się. Poza tym dołożyłam sobie jeszcze kursik weekendowy, żeby już tak za ciosem iść. A co? Jak szaleć, to szaleć. I trzeba spełniać swoje marzenia. To nic, że mogłam je spełnić w wakacje. W ten sposób ledwo mi starczało doby na wszystko, a organizm krzyczał „spać!, zwolnij!”. Nawet zjeść porządnie nie miałam siły więc aktualnie jestem zadowolona ze swojej figury, bo to co odstawało niepotrzebnie dziś przebrało płaski wymiar i jest ok. Ale uwaga, chyba pomału już przywykłam, bo znowu zaczęłam jeść. Dziś pierwsza wolna sobota w tym miesiącu i pozwoliłam sobie na błogie lenistwo. Do 13.00 urzędowałam w piżamie poczytując blogi, które zaniedbałam. Potem trochę robót domowych, ale bez przesady i znowu leniuch. I tak już pewnie zostanie do nocki chociaż nie powiem, około 17.00 mi się znudziło i zatęskniłam do ludzi. Chyba nie umiem wytrzymać w domu sama (i nie sama bo mam „dziecko” i mamę) dłużej niż dobę, bo mi się przykrzy. Mogłam wyskoczyć na spotkanie z PM, bo nalegał, ale się wykręciłam. Lubię go, ale denerwują mnie trochę spotkania wg jego scenariusza. Zresztą, widzieliśmy się wczoraj po długiej przerwie i upewniłam się, że takich spotkań, to ja nie chcę. Ja swoje, on swoje. I inaczej nie będzie.

O NIM myślę coraz mniej i coraz spokojniej. Wprawdzie dziś mnie naszło i zaczęłam czytać wcześniejsze sms-y od NIEGO, ale po przeczytaniu kilkunastu dałam sobie spokój. Czytając zrobiło mi się przykro. Doszłam do wniosku, że wdaliśmy się niepotrzebnie w to uczucie, które nie miało szansy na przetrwanie. Oboje pokrzywdzeni, oboje wrażliwi, spragnieni prawdziwej i bezinteresownej miłości. Oszukaliśmy siebie wzajemnie wmawiając sobie na przekór rzeczywistości i swoim możliwościom, że damy radę i wygramy. Nie mogę myśleć o NIM źle. Żal mi siebie, żal mi JEGO, ale…… . Stop, nakręcam się. Nigdy GO nie zapomnę. Nawet jeśli moją głowę zaprząta coraz bardziej JS. Ktoś powie, że jestem niestała. Chyba nie. Na pewno nie. ON zniknął z mojego życia w listopadzie. Nagle i bez słowa. Długo cierpiałam. Jeszcze dziś boli, ale już nie tak. PM to tylko znajomy, niczego nie było, niczego nie ma i nie będzie. Ot, miłe spotkanie od czasu do czasu.

A JS to wielka niewiadoma. Wciąż mnie interesuje i wciąż mi zależy, żeby było coś więcej, ale nic nie mogę zrobić, bo on jest bardzo niezależnym mężczyzną więc nic na siłę. Nie mam pojęcia w jakim celu utrzymuje ze mną znajomość, ale utrzymuje i jest bardzo sympatycznie. Dla mnie to trochę za mało, ale staram się tego nie okazywać, zagryzam zęby i niczego nie wymuszam. Zresztą i tak nie wymuszę. Taka to bestia. Niezwykle męska i sympatyczna, ale konsekwentna i nieodgadniona. Żeby się tak dało na sekundę zajrzeć w jego myśli, ale się nie da. A mnie skręca. Jest bardzo dużo rzeczy, które mi się u niego podobają i mogłyby rokować na fajny związek nawet na odległość pod warunkiem, że coś zaiskrzy w obie strony. Warto byłoby czekać, a ja potrafię być lojalna w imię wartości, które są dla mnie ważne. No cóż, póki co nie wiem nic poza tym, że jest sympatycznie i chyba mnie lubi skoro od tamtego jedynego spotkania cały czas jesteśmy w kontakcie, piszemy, rozmawiamy, wysyłamy sobie ciepłe sms-y. Wprawdzie ja bym chciała więcej i częściej, ale muszę się dostosować, że człowiek zapracowany na maksa i daleko, oj daleko. Dobrze, że i ja byłam bardzo zajęta więc nie miałam za dużo czasu i siły żeby się tym strasznie przejmować, a poza tym łatwiej mi było zrozumieć jego postawę. Dzwoni!!!!!! Łaskawca :)

Sen nocy letniej?

Randka była udana i bardzo intensywna. Czułam się jak królowa i nic mu nie mogę zarzucić, bo zachowywał się nienagannie aczkolwiek konkretnie i stanowczo, cokolwiek by to nie znaczyło. Dżentelmen, który wie jak postępować z kobietą i w ogóle wie jak należy się zachowywać. Zaimponował mi bardzo. Sama nie wiem, czy mi się jednak podoba czy nie. Z jednej strony uwielbiam go słuchać, jest mądry, obyty, pewny siebie, bardzo kulturalny, delikatny i taki niesamowicie dyskretnie oziębły. Imponuje mi pod wieloma względami i czuję się przy nim taka bezpieczna. Z drugiej, nie wiem czy fizycznie to jest to? No i nie mam pojęcia co w tym jego wielkim mózgu się dzieje, bo zachowuje się tak poprawnie. Chociaż…… zaskoczył mnie pewnymi zachowaniami, których bym się nie spodziewała po nim. Hmm. Najbardziej kręci mnie jego intelekt i sposób bycia. Ma niesamowity sposób mówienia, strasznie ciepły i seksowny głos, dużo wie, wiele widział, sporo przeżył, wiele osiągnął i obawiam się czy perfekcyjnie nie manipuluje mną znając swoją moc, mając świadomość swego daru oddziaływania na kobiety intelektem, głosem, szczerością, bezpośredniością i eleganckim zachowaniem. No na mnie to działa jak cholera. Najbardziej jednak głos, rozmowa i ten ton nie do opisania. On przez telefon jest doskonały. Zachowuje się tak, że można pozwolić mu na wszystko i jeszcze czuć się wyróżnioną. No niesamowite. Nie, żebym żadnej ryski nie widziała, ale to pikuś przy tym co mnie kręci. No i to by było na tyle, bo aktualnie mnie skręca, że się dziś nie odzywa. Wyobraźnia działa jak szalona, a rozum mówi żeby się uspokoić, bo są uzasadnione powody jego milczenia, które znam i rozumiem. Muszę wytrzymać, ale jeśli jutro się nie odezwie zacznę panikować. Obiecuję sobie jednak, że nie napiszę ani nie zadzwonię pierwsza. Czy kiedyś pisałam, że chcę być zołzą? Kurczę, jak trudno w tym przypadku.