Nie miała baba kłopotu, zrobiła sobie prawko :)

Jeden problem z głowy, to teraz mam drugi, trzeba kupić auto i to jak najszybciej. Przecież chcę jeździć i to już. No, ale dla mnie to pewien problem. Mogę kupić sukienkę, lodówkę, telewizor, komputer i wiele innych rzeczy, ale auto mnie przerasta. Gdybym tak mogła prosto z salonu to ok, nie byłoby problemu, ale używany to już niespodzianka, i tu potrzeba kogoś znającego się na rzeczy. A takich w moim otoczeniu niet. Synek też przebiera nogami, żebym szybko dokonała zakupu, bo wtedy będziemy oboje używać, ale synek młody, też się nie zna. Mam wybrane modele i w grę wchodzi ok. 5 samochodów, a teraz potrzebuję kogoś, kto mi pomoże wybrać. Niby M. mi obiecał, tyle że sporo marudzi i kracze więc nie jestem już pewna czy łatwiej sama nie zdecyduję. Trudna sprawa. Ciekawe jak na wieść, że zrobiłam prawko zareaguje rodzinka mojego eksmęża. Tyle lat byłam zdana motoryzacyjnie na nich, a potem gdy małżonek zawalił, zostaliśmy bez żadnego środka transportu. Teraz on jest bez prawa i auta, a ja i dzieci za chwilę będziemy jeździć własnymi. Teściowa będzie pewnie w szoku, że kolejny raz udowodniłam, że bez nich wcale nie zginę i radzę sobie lepiej niż ich synek. Szkoda tylko, że tak późno zawalczyłam o siebie, ale…. nie ma już co narzekać. Czasu nie cofnę, a jest dobrze tak jak jest i zawsze może być lepiej, do czego nieustannie dążę.

JS jest w kraju. Przyleciał na weekend ze względu na uroczystość rodzinną i jutro wraca. Mam nadzieję, że nie wpadnie mu do głowy zahaczać o moje miasto, bo ja mam już inne plany. Sam dał mi wcześniej do zrozumienia, że będzie w Polsce krótko i szybko więc żadnych niespodzianek nie potrzebuję. Ja mam jutro „randkę” z M. Ciekawe jak nam się będzie rozmawiać na gruncie neutralnym? Jestem nastawiona trochę sceptycznie, bo widzę u niego pewne cechy, które zaczynają mnie denerwować. Jeśli okaże się, że faktycznie taki jest, to mam go w nosie. W sumie to ja już nie wiem, czy chciałabym wejść z nim w bliższą relację. Ma pewne cechy, które ostrzegają mnie przed tym. Mogę się zastanawiać, czy taki jest naprawdę czy tylko gra, ale ile można udawać? Są różne typy facetów i to, że jest sam i nie założył rodziny też może o czymś świadczyć. Może on właśnie taki jest i nie chce lub nie potrafi inaczej, dlatego kobiety w końcu uciekają od niego? To moje domysły, bo w sumie nic nie wiem. Zobaczymy jak się będzie jutro zachowywał. Myślę, że sporo mi to spotkanie powie o nim na tak lub na nie. M i JS – tak skrajne przypadki. Z punktu widzenia moich potrzeb wszelakiego rodzaju to JS powinien być brany pod uwagę, ale on jest daleko, reprezentuje inny świat i onieśmiela mnie. Poza tym chyba jest dominujący w związku i apodyktyczny. Świat się chyba kręci wokół niego, choć oczywiście potrafi zadbać o drugą stronę, bo ma świadomość, że prawdziwy mężczyzna tak powinien. Facet pewny siebie, świadomy swych działań, który wie czego chce i sięga po to czego chce. A M to inna półka, tyle że blisko. Ten nie ma aż tyle do zaoferowania, a zachowuje się jakby był ósmym cudem świata. „Jestem jaki jestem i nie mam zamiaru się starać, a wy (kobiety) jak chcecie to się wysilajcie, mnie to pasuje, ale nie okażę tego, bo to nie w moim stylu i niczego nie obiecuję, bo…”, no własnie bo co? Choć nie mam pojęcia co w nim siedzi, jego konstrukcja jest dość prosta i nie do końca mi odpowiada. Bardziej ciekawi mnie sprawdzenie jaki naprawdę jest?  W sumie to przy JS czuje się jak mała, ale prawdziwa kobieta, a przy M jak kumpela. Nie wiem czy chcę być jego kumpelą. To tyle na dziś. Czas się brać za roboty domowe. W końcu dziś sobota.

Jeszcze nie wierzę :)

No nie wierzę, ale cieszę się jak dziecko, zwłaszcza że naładowałam pozytywnie moją młodszą koleżankę i za moim przykładem już dzisiaj poczyniła krok w tym samym kierunku. Brawo kochana. Trzeba brać byka za rogi, w końcu to wszystko dla ludzi i jak nie my to kto? I cieszę się, bo umówiłam się na kolację z M. Poszło wyjątkowo łatwo, aż mnie zaskoczył. Świetnie, pogadamy i może zaczniemy wreszcie relacje innego rodzaju niż dotychczasowe. Po prostu bliższe i konkretniejsze. No, ale za wcześnie na fanfary, bo to trudny do przewidzenia osobnik. Nie mam pojęcia co mu po głowie chodzi. Jest twardy i strasznie kryje uczucia. To ja mu więcej zainteresowania okazuję, ale wiem, że mu to miłe i na pewno mnie lubi. Tego jestem pewna. Trudno, pierwszy raz to ja bardziej zabiegam o faceta, ale to dlatego, że czuję przychylność i zainteresowanie. Mam dowody. Nie wiem tylko czemu jest taki sceptyczny i ostrożny. Dlatego próbuję, choć czasem złości mnie ta odwrotna sytuacja. Niech ma satysfakcję, niech się cieszy. Dopóki mnie to bawi i czuję, że działam na niego i nie okazuje obojętności, powalczę. Może on inaczej nie potrafi? Może się boi? Może nie jest pewien? Zobaczymy. A niedługo biegnę do koleżanki na plotki. Wreszcie mam trochę luzu.

Czuje się świetnie. Jest mi wspaniale :)

To mój stan na dzień dzisiejszy. Po pierwsze zdałam dziś wreszcie egzamin. Hurrra! Nigdy więcej takiego stresu i to za własne pieniądze. Ale jest, mam i nikomu nie oddam :) Teraz samochodzik i w drogę. Po drugie dzieciaki sprawiły mi niesamowitą frajdę i uczyniły pewien dzień w moim życiu bardzo przyjemnym, a w założeniu miał być do  d…. Kocham Was skarby moje. I chłopaka córki też. Po trzecie wczoraj spędziłam bardzo przyjemny dzień, najpierw z M, a potem z koleżankami w restauracji. Było super, choć w nocy brzuch mnie bolał, ale to chyba z nerwów przed dzisiejszym rankiem. Rano galareta, jak zwykle, a może nawet bardziej niż zwykle, ale nic to, dałam radę i to najważniejsze. Ostatniego egzaminatora od dzisiaj kocham :) Po czwarte już tęsknię za M., ale mam nadzieję, że nie rozstaniemy się na dobre. Szkoda by było. Na pewno mnie lubi więc dam czasowi czas i go oswoję na dobre, tylko że teraz będzie mi trudniej, ale tym bardziej będzie okazja żeby się przekonać jak wielka jest jego sympatia do mnie. JS dzwoni regularnie i nawet odśpiewał mi wczoraj „sto lat”. W samochodzie, w drodze na lotnisko. A co. Ładnie śpiewa. W czym on nie jest dobry? Chwalipięta jeden. Co tam, grunt to się nie przejmować i uodpornić na jego mędrkowanie. Dziś cały świat wygląda pięknie. Chwilo trwaj!

Jak być dobrą dla siebie samej? Jak kochać siebie?

No to zaczynamy. Nie ma lekko. Cytuję za Popularne.

1. Przestań spędzać czas z niewłaściwymi ludźmi. Życie jest zbyt krótkie, aby poświęcać czas ludziom, którzy wysysają z Ciebie szczęście. Jeśli ktoś chce Cię w swoim życiu, zrobi dla Ciebie w nim miejsce. Nie powinieneś musieć o to walczyć. Nigdy nie poświęcaj się dla kogoś kto Cię nie docenia. I pamiętaj – prawdziwymi przyjaciółmi są ci, którzy wspierają Cię w najgorszych chwilach, a nie w najlepszych.

2. Przestań uciekać od problemów. Staw im czoła. Nie, to nie będzie łatwe. Nie ma na świecie osoby, która radzi sobie świetnie z każdą przeszkodą. Nie jesteśmy zaprogramowani by natychmiast rozwiązywać każdy problem. W gruncie rzeczy jesteśmy stworzeni do tego, aby być smutnymi, nieszczęśliwymi i zranionymi. Tak właśnie skonstruowany jest świat – nauka, adaptacja i rozwiązywanie kłopotów. To kształtuje naszą osobowość.

3. Przestań się okłamywać. Możesz okłamywać każdego, ale nigdy nie rób tego sobie. Nasze życie poprawia się wtedy kiedy wykorzystujemy dane nam szanse. Pierwsza i najważniejsza z nich jest bycie szczerym względem samego siebie.

4. Przestań spychać swoje potrzeby na dalszy plan. Najbardziej bolesna jest utrata siebie w procesie kochania drugiej osoby. Zapominamy o własnej wyjątkowości. By pomóc obojgu, musimy pomóc najpierw sobie. Właśnie teraz jest najlepszy moment na spełnianie swoich marzeń.

5. Przestań próbować byc kimś kim nie jesteś. Jednym z największych wyznań jest bycie sobą w świecie, gdzie wszyscy chcą być jednakowi. Ktoś zawsze będzie ładniejszy, mądrzejszy, młodszy, ale nigdy nie będzie Tobą. Nie zmieniaj się by inni Cię polubili. Bądź sobą, a odpowiednie osoby Cię pokochają.

6. Przestań trzymać się przeszłości. Nie możesz zacząć nowego rozdziału w swoim życiu jeśli wciąż przeglądasz poprzedni.

7. Przestań bać się popełniania błędów. Zrobienie czegoś i przeżycie 10 kolejnych porażek jest bardziej produktywne niż bezczynność. Za każdym sukcesem ciągnie się sznur porażek, każda porażka zbliża nas do sukcesu. Ostatecznie będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś, niż tych, które nie wyszły.

8. Przestań się obwiniać za stare błędy. Mogliśmy kochać nieodpowiednią osobę, płakać nad drobnostkami, ale to jedynie zbliżyło nas do miejsca, w którym jesteśmy. Wszyscy popełniamy błędy, mamy rozterki i żale z przeszłości. Ale każdy z nas ma siłę by ukształtować nowe dni i swą przyszłość. Każda rzecz, która przytrafia nam się w życiu przygotowuje nas do tego, co ma jeszcze nadejść.

9. Przestań kupować „szczęście”. Wiele rzeczy, których pragniemy są drogie, ale tak naprawdę jedyne satysfakcjonujące rzeczy są za darmo – miłość, śmiech i praca będąca pasją.

10. Przestań szukać szczęścia w innych. Jeśli nie jesteś zadowolona z osoby, którą jesteś w środku to nigdy nie będziesz zadowolony będąc z kimkolwiek. Musisz ustabilizować własne życie zanim zaczniesz je z kimś dzielić.

11. Przestań siedzieć bezczynnie. Nie myśl za dużo, inaczej sam stworzysz problemy, których nie ma. Oceń sytuację i podejmij odpowiednie działania. Nie możesz zmienić tego z czym musisz się zmierzyć. Postęp wiąże się z ryzykiem. Nie możesz zrobić kroku, nie odrywając stóp od ziemi.

12. Przestań myśleć, że nie jesteś gotowy. Nikt nigdy nie czuł się w 100% gotowy, kiedy napotykał swoją szansę. Większość wspaniałych okazji w naszym życiu wykracza poza naszą sferę komfortu, więc z początku nigdy nie będziemy całkowicie pewni naszych decyzji.

13. Przestań angażować się w związki ze złych powodów. Związek musi powstać rozważnie. Lepiej być samotnym niż w złym towarzystwie. Nie ma pośpiechu. Jeśli coś jest nam przeznaczone, wydarzy się – we właściwym czasie, z odpowiednią osobą i z dobrych powodów. Zakochaj się gdy będziesz gotowy, a nie samotny.

14. Przestań odrzucać nowe związki, bo poprzednie nie wyszły. Zrozumiesz, że istnieje powód spotkań kolejnych osób w Twoim życiu. Niektóre Cię przetestują, inne wykorzystają, a kolejne nauczą czegoś nowego. Ale najważniejsze – znajdą się takie, które obudzą w Tobie to, co najlepsze.

15. Przestań rywalizować ze wszystkimi. Nie przejmuj się tym, że inni są w czymś lepsi od Ciebie. Skoncentruj się na pokonywaniu własnych rekordów każdego dnia. Sukces to walka jedynie z samym sobą.

16. Przestań być zazdrosnym. Zazdrość to sztuka liczenia dorobku innych zamiast własnego. Zapytaj sam siebie co masz takiego, co wszyscy inni chcieliby mieć.

17. Przestań narzekać i użalać się nad sobą. Życiowe zakręty kierują Cię na Twoją ścieżkę. Możesz nie widzieć lub nie rozumieć wszystkiego, co się wydarzy, to może być trudne. Jednak gdy spojrzysz na to z perspektywy czasu dostrzeżesz, że doprowadziło Cię to do lepszego miejsca, ciekawszych osób, czy sytuacji, więc uśmiechnij się! Niech wszyscy uwierzą, że dziś jesteś silniejszy niż wczoraj, a tak się stanie.

18. Nie trzymaj urazy. Nie żyj z nienawiścią w sercu. Bardziej będziesz krzywdzić samego siebie niż ludzi, których nie lubisz. Przebaczanie to nie zwrot, „To, co mi zrobiłeś jest okej.” To umiejętność wypowiedzenia przed samym sobą słów, „Nie pozwolę na to, aby to co mi zrobiłeś, zrujnowało moje szczęście na zawsze.” Przebaczenie jest odpowiedzią. Odpuść, znajdź spokój, a to Cię wyzwoli. I pamiętaj, że przebaczenie nie jest na pokaz dla innych ludzi, ma pomóc Tobie.

19. Nie pozwól innym, aby ściągali Cię w dół do ich poziomu. Nie pozwalaj na to, aby się uwsteczniać. Nie rób kroków w tył. Nie wybieraj sobie znajomych, którzy obniżają Twój poziom.

20. Przestań marnować czas na tłumaczenie się przed innymi osobami. Twoi przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogów to i tak nie interesuje. Po prostu rób to, co uważasz za słuszne i zgodne z Twoimi przekonaniami.

21. Przestań robić w kółko te same rzeczy, bez chwili przerwy. Czas wziąć głęboki oddech. Jeśli będziesz dalej robić to, co robisz, będziesz trzymać się tego, co dostajesz. Czasem trzeba zdystansować się do siebie, aby obiektywnie i jasno spojrzeć na sytuację.

22. Przestań pomijać drobne rzeczy. Ciesz się z małych rzeczy, bo po jakimś czasie spojrzysz w przeszłość i zorientujesz się, że to były naprawdę istotne chwile. Najważniejsze wydarzenia z Twojego życia będą małe, ale spędzone z kimś, komu na Tobie zależy.

23. Przestań dążyć do ideałów na każdym polu. Prawdziwy świat nie nagradza perfekcjonistów tylko ludzi pracowitych, którzy umieją doprowadzić sprawę do końca.

24. Nie próbuj iść najłatwiejszą i najkrótszą drogą. Nie idź na łatwiznę. Zrób coś niezwykłego.

25. Przestań udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest. Naprawdę czasem dobrze jest rozpaść się na kawałki. To normalne. Każdy z nas tak ma. Nie zawsze trzeba udawać, że jest się silnym. Nie musimy udowadniać cały czas, że wszystko jest w porządku. Nie należy się martwić o to, co myślą inni. Jeśli masz ochotę płakać, po prostu to zrób. Im szybciej wyrzucisz to z siebie, tym lepiej dla Twojego zdrowia.

26. Przestań obwiniać innych za swoje problemy. Wielkość marzeń, które możesz osiągnąć zależą od stopnia, w jakim możesz wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Kiedy obwiniasz innych za to, co przechodzisz zaprzeczasz pojęciu odpowiedzialności. Pozwalasz innym mieć władzę nad częścią Twojego życia.

27. Przestań być wszystkim dla wszystkich. Jeśli będziesz starał się być dla wszystkich może Cię to zniszczyć. Ale uśmiech jednej osoby może zmienić świat, może niekoniecznie cały, ale z pewnością jakiś fragment.

28. Przestań się zamartwiać. Zamartwianie nie naprawi Twojej przyszłości, a zniszczy jedynie Twoją teraźniejszość. Jedynym słusznym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest postawienie sobie pytania, „Czy ta sprawa jest ważna w tym roku i czy coś zmieni? Jeśli nie, to nie warto się nią martwić.”

29. Przestań skupiać się na tym, co nie chcesz, aby się wydarzyło. Skoncentruj się na tym, co chcesz, aby się wydarzyło. Pozytywne myślenie jest w czołówce każdego wielkiego sukcesu. Jeśli będziesz się budzić każdego ranka z myślą, że wydarzy się coś cudownego i będziesz pielęgnował tę myśl, zobaczysz, że częściej będziesz szczęśliwy.

30. Przestań być niewdzięcznym. Nie ma znaczenia, jak bardzo zły dzień miałeś. Zawsze dziękuj za swoje życie, bo gdzieś na świecie ktoś oddałby życie, aby być na Twoim miejscu. Zawsze myśl o tym, co tracisz, próbując myśleć o tym, co mają inni.

Ufff… dużo tego dla siebie trzeba zrobić.

I na co mi to?

Sama siebie pytam, bo sama już nie wiem czego chcę. Właściwie to wiem, ale życie jak zwykle jest skomplikowane i kombinuje po swojemu, a ja mam dylematy. Ostatnio mi smutno. Wiadomo, siedzenie w domu. Gdzie te czasy, gdy nie wiadomo w co było ręce włożyć? Nieee, nie tęsknie za nimi aż tak bardzo, bo to oznaczałoby powrót do tego co już zostawiłam za sobą. Zostawiłam i nie chcę wracać, a dzieci i tak już dorosły niezależnie od tego co ja o tym myślę. Syndrom pustego gniazda? Pewnie trochę tak. Wyszłam dziś wreszcie na spacer. Pierwszy raz po upływie prawie tygodnia. Jak zwykle sama. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Gdy się szykowałam zadzwonił JS, ale nie odebrałam. Pewnie chciało mu się pobyć ze mną, ale ja miałam swoje plany. Trudno. Nie może być tak, że zawsze będę do jego dyspozycji. Nie wiem co o nim myśleć. Zastanawiam się po co mi to? Wprawia mnie w smutny nastrój i uświadamia jak bardzo jestem więźniem swojego życia. Wiedziałam to i bez niego, ale jakoś przywykłam, a teraz zaczynam się męczyć. Co to da? Przecież z nim nie będę, a wprowadza zamieszanie w moje życie. Niech sobie żyje tam gdzie żyje, a ja jestem tu. Myślałby kto. Nie pasuję do jego życia. To jego chwilowy kaprys, bo czuje się samotny. Niech sobie poszuka bliżej. Nawet nie wiem czy mi się podoba. Już mi spowszedniał. Może być kolegą. Co to za związek gdy ludzie są tak daleko. Znowu byłabym sama. Nie odebrałam telefonu więc chyba się sfochał, bo mimo że wysłałam mu sms-a, nie odzywa się. Tak, ja już przechodziłam z A to nakręcanie, gdy nie można było spędzać ze sobą czasu inaczej niż przez telefon, a przez telefon nie widać co kto robi i dlaczego nie odbiera. I wyobraźnia zaczyna szaleć. Po co mi to? Jak jedno ma chęć i czas na rozmowę to drugie akurat zajęte. Nie ma to jak spotkanie na żywo. Wtedy jesteśmy dla siebie, a nie z przypadku i łapanki. I teraz ja się zastanawiam czy on się gniewa, a on może robi coś innego i ma w nosie. I niech ma, tylko po co ja mam się zastanawiać nad tym.

Ehhh….. i tyle.

Siedzę w domu. Dopadło mnie grypsko, pierwszy raz w życiu, i pokonało. Musiałam iść na zwolnienie. W sumie to już piąty dzień jestem chora tyle, że dla odmiany dzisiaj wreszcie wstałam z łóżka. Nie mam siły ani leżeć, bo już nudno, ani chodzić, bom słaba. Zmierzyłam temperaturę i mam niecałe 36 stopni, a jeszcze wczoraj było 38, a dwa dni temu 40. Co tu robić? Ominą mnie ostatkowe atrakcje :( Tyle dni w domu, zapomniana przez cały świat :( No, nie tak do końca, przesadzam :) Wszyscy o mnie nie zapomnieli, interesują się, ale spotkania mnie ominą. A mieliśmy wyjść do knajpki, ehhh. Leżałam, leżałam i myślałam. Zwłaszcza wczoraj, gdy trochę spadła mi temperatura i nie dane mi już było tyle spać. Ale nie myślałam tak bez powodu. Humor popsuł mi M. i trochę, chyba niechcący JS. M to mnie dosłownie wkurzył. A już tak dobrze szło i nawet dostałam czarno na białym dowód, że jednak jest jak myślę, a potem jeszcze jeden. Jakby coś przyspieszyło wreszcie. Aż tu przedwczoraj ktoś mu na odcisk nadepnął czy co? Jedna uszczypliwa uwaga – dobra, przełknęłam i obróciłam w żart, bo trochę mi na zazdrość wskazywała, co znaczyłoby, że jest dobrze. Druga uwaga już mnie ubodła, co natychmiast skomentowałam oczekując wyjaśnień, a jeszcze lepiej przeprosin. Byłam pewna, że sprostuje. Ewidentnie przesadził. A tymczasem co? Nico. Zakończył konwersację i milczy do dziś. Ja też, bo tym razem mu nie daruję i wiem, że mam rację. Powinien pierwszy coś z tym zrobić. Jest mi przykro. Pierwszy raz zachował się w taki sposób. I znowu go nie rozumiem. I znowu nie wiem o czym to świadczy? Na podstawie ostatnich naszych relacji mogłabym podejrzewać, że to może jakieś przejawy zazdrości i pobudzonej przeze mnie jego wyobraźni. Nie powiem, chciałam trochę sprowokować jego myślenie, ale bez przesady, nie było powodu żeby się aż tak nakręcił. Gdyby to miał być powód to jego reakcja jest nieadekwatna do bodźca, co też należy wziąć pod rozwagę. I ta zawziętość. Nie znam wcale tego człowieka. Smutno mi jednak, że tak się zachowuje. Zawiódł mnie.

A JS to już inna bajka. Dosłownie. Uświadomiłam sobie, że ja nie pasuję do jego świata i odezwały się moje kompleksy. Czuję się przy nim jak prowincjuszka z głębokiej wsi i kopciuszek w jednym. No cóż, każdy ma życie jakie ma i nie do końca to zależy od niego. Ja za nim nie nadążę. U mnie od samego początku wszystko jest inne. Wszystko i wszyscy. Całe moje życie. Nie mogę mu tego wszystkiego tłumaczyć. Nie mogę się użalać. Nie chcę. To co dla niego oczywiste to dla mnie wielkie wyzwanie. Nie nadążę za nim, nie nadrobię, nie sprostam, nie dorównam. Uświadamia mi to na każdym kroku, choć niechcący. Nie ma pojęcia o tym. Dla niego to oczywiste. Fajny facet. Podoba mi się jego zaradność, pracowitość, umiejętność korzystania z życia, dbałość o poziom, dążenie do osiągania celów, odpowiedzialność za bliskich, stosunek do matki. Wszystko to fajne i wiele innych cech. Bardzo ciekawy człowiek. Imponuje mi i jednocześnie onieśmiela. Robię dobrą minę, ale wiem, że nasze światy nie pasują. Szkoda. Nie nastawiam się już na nic. Kilka miesięcy temu tak, dzisiaj nie. Już nawet nie chcę się z nim spotkać. Chyba się boję. Pogadać przez telefon, po przyjacielsku, jak najbardziej. Samotny i daleko więc proszę bardzo. Mnie też przyjemnie, że chce ze mną kontaktu, bo dobrze nam się rozmawia i żartuje, a i ja często, zwłaszcza w weekendy odczuwam samotność podobnie jak i on. Dobrze mieć kogoś takiego do pogadania. I tak może zostać. Zaprasza mnie na kilka dni do siebie na wycieczkę. Tak daleko jeszcze nie byłam i na pewno teraz się nie zdecyduję mimo, że zachęca bardzo. Dla niego to chleb powszedni, dla mnie wielkie wydarzenie i stres. Chciałabym tam polecieć, ale nie sama. I o wakacjach wspomina. Lepiej niech mnie zna na odległość. Jedno spotkanie, wiele rozmów, a ja coraz bardziej chcę uciekać i nie przed nim, przed sobą.

Lubię JS i lubię M. Są tak różni pod każdym względem. JS to swego rodzaju książę z bajki o kopciuszku więc traktuję go jak fantazję. M też nie do końca z mojego świata, ale zupełnie z innej planety niż JS. Bardziej osiągalny, realny, bliższy, ale czy bardziej pasujący do mnie? Obaj w ostatnich dniach trafili w mój czuły punkt. Obydwaj w ten sam, ale różnica polega na tym, że jeden zrobił to subtelnie i myślę, że nieświadomie, a drugi bezczelnie, bezmyślnie lub złośliwie. Jeden mi po prostu coś bardziej uświadomił, a drugi sprawił przykrość.

Nic mnie dzisiaj nie jest w stanie pocieszyć.

Znowu oblałam i to w taki głupi sposób, że mogę się złościć tylko na siebie. Jak opanować nerwy i zachować na tyle zimną krew, żeby reagować po ludzku? I co z tego, że umiem i z M. jest wszystko ok i na luzie skoro na egzaminie galareta. No prawie. I takie głupoty robię, że aż żal, że z tego powodu nie zaliczyłam. W ten sposób nigdy mi się nie uda. Nie! Muszę zdać. Przecież potrafię i lubię to bardzo. Nie mogę się poddawać. Ale dzień dzisiaj mam do niczego. Większość znajomych nie wie, że dziś znowu próbowałam. Nie chciałam się stresować jeszcze tym, że będę musiałam wszystkim opowiadać. Jak na złość interesują się bardzo. Dziś wiedziała tylko najbliższa rodzina oraz M. co jest oczywiste i JS, bo daleko więc mu powiedziałam. JS rano przysłał mi dopingującego sms-a, który niestety jednak nie zadziałał. Potem też się ładnie zachował, bo zadzwonił i pocieszał jak mógł. To miłe. Za to M. Jak zwykle oschły. Jakieś tam odruchy sympatyczne wykazuje, ale czasem myślę, że to chyba wszystko na co go stać i nie wiem, czy on w ogóle potrafi być cieplejszy i okazywać więcej emocji. Do takiego to by się człowiek bał przytulic jakby już była taka okazja. Nie wiem czy on potrafi być ciepłym facetem? Grzeczny – tak, ale miły i ciepły – nie wiem. Dziś już miałam na niego złość, bo byłam taka rozgoryczona i nieszczęśliwa, a oczekiwałam, że kto jak kto, ale on powinien mnie trochę pocieszyć i podnieść na duchu. Po pierwsze trochę już mnie zna i wie jak to przeżywam, jaką mam naturę. Po drugie spędziliśmy razem sporo czasu i nasza znajomość to nie tylko obowiązek. Po trzecie jest trochę odpowiedzialny za mnie. Po czwarte wie ile potrafię. Tymczasem owszem, tuż po, tak na świeżo, zjawił się na chwilę i zainteresował tym jak mi poszło, ale jakichś specjalnych emocji nie zauważyłam (normalne). Czekałam, że potem zadzwoni i spyta jak się czuję. Liczyłam na to. W końcu rzeczywiście zadzwonił i ma szczęście, bo byłam gotowa już go całkowicie skreślić i powiedzieć trochę, co o tym wszystkim myślę, choćby jako jego podopieczna. Udało mu się. Jednak wciąż się zastanawiam czy on zawsze taki jest. Tak jakby się bał okazywać coś więcej. Jakby go to strasznie dużo kosztowało. Przecież nie jesteśmy dziećmi. Albo tak, albo siak. Jest wiele sytuacji, które świadczą, że mnie lubi, a jednocześnie jest jak ten żółw w skorupie. Jakby się czegoś bał. Jakby się czuł bezpiecznie tylko w tej swojej jednej roli. Nieraz wydaje mi się, że jakby go tak oswoić, to otworzyłby się. Nie mam pojęcia czemu jest taki. Może ma jakieś złe doświadczenia, może się zawiódł? Może i jestem nudna w jego temacie, ale to dlatego, że naprawdę go lubię i wiem, że on lubi mnie. Więc jak się dogadać? Nie jestem aż taka odważna, żeby powiedzieć coś wprost, jeśli on nie daje mi przyzwolenia. A on trzyma dystans. Zupełnie inaczej niż JS. Ten jest ciepły, otwarty, konkretny, odważny. Nie boi się zachowywać jak mężczyzna, nie boi się ryzykować, proponować, sugerować. Że nie do końca wierzę w jego dobre intencje, to inna sprawa. On po prostu szuka towarzystwa kobiety. Pewnie, że nie jakiejkolwiek, ale myślę, że w sposób wyrachowany znowu się do mnie odezwał. Ma w tym swój interes i nie boi się próbować. A że do tego wszystkiego jest godnym uwagi, interesującym i bardzo dobrze wychowanym mężczyzną, to wie jak to robić, żeby kobieta czuła się adorowana. Ma wiele zalet i gdyby do tego dołożyć szczerość, wrażliwość i uczuciowość A., byłby moim ideałem. Tymczasem nie jest tak doskonale i nie do końca mu wierzę. Wciąż czuję w nim egoizm, albo bardziej egocentryzm. Wszystkie jego ruchy prawdopodobnie mają coś na celu, coś dobrego głównie dla niego samego.

Dziwny jest ten świat, czyli come back marnotrawnego nie syna.

JS ponownie zjawił się w moim życiu i to zupełnie niespodziewanie. No wziął mnie przez zaskoczenie. Oczywiście, nie dosłownie. I co? I nic. Już na mnie tak nie działa. Ten sam miły, wręcz uroczy, nieskazitelnie kulturalny, ułożony JS, a jednak jakby inny. Już nie jest bóstwem i nie ma nade mną tamtej władzy. Na własne, czyli jego życzenie. A mogło być tak pięknie. Miło nam się rozmawia, długo nam się rozmawia i nie mam żadnych wątpliwości, że od rozmów można by przejść do konkretów, bo to jest typowa relacja damsko-męska, oparta na wzajemnej sympatii, pewnych podobieństwach, podobnym poczuciu humoru i podłożu intelektualnym, podszyta erotyką wprost lub ukrytą. Tu nie muszę się niczego domyślać chociaż absolutnie nie mam powodu czuć się urażona, bo uczestniczę w tej grze, a on jest wprawdzie bardzo konkretny, ale jednocześnie ma tyle wdzięku i taktu, że nie można się przyczepić. Po prostu nadajemy w tym samym tonie. Gdybym chciała mogłabym odbyć ciekawą podróż i pobyć z nim sam na sam, ale nie zgodzę się, choć zaprasza szczerze. Z kilku powodów i dla zasady. Coś zepsuł i tyle. teraz on potrzebuje, a ja już nie bardzo. Ale pogadać zawsze możemy. I już nawet ten jego głos tak na mnie nie działa. Dziwne to wszystko, ale w sumie zadowolona jestem, że na spokojnie to traktuję i z dystansem, którego wtedy, trzy miesiące temu, nie miałam. Tak jest lepiej na pewno dla mnie, bo JS jakkolwiek nie byłby uroczy, to i tak jest zawoalowanym egoistą i sięga po to na co ma ochotę i kiedy ma ochotę. Czemu sobie o mnie przypomniał? Dowiem się.