I co dalej?

Wolny dzień. Siedzę sobie w domu więc mam czas na myślenie i zastanawianie się, jak to zwykle bywa w takich dniach. Myślę o sprawie, którą mam załatwić, i do której przydałby mi się do pomocy mężczyzna, ale chyba muszę sobie poradzić sama i trochę mi smutno z tego powodu. Mogłabym poprosić M., ale ponieważ nie daje znaku życia więc nie mam śmiałości. Myślę o tym, że moje dzieci nie bardzo garną się do pracy i zarobienia na swoje potrzeby, a przecież wiedzą, jak jest i nie mają większego problemu, żeby ode mnie brać pieniądze. Myślę o Panu M., który jest dzisiaj daleko, w innym towarzystwie i zastanawiam się, jak to między nami dalej będzie? Czy coś fajnego z tego wyjdzie, czy nie? Porównuję go do A. i wtedy mi smutno, bo wiem, że to inny człowiek. Nigdy nikt nie będzie taki jak A., a mnie tak brakuje jego ciepła, delikatności, wyrozumiałości i wyczucia. A. byłam pewna i wiedziałam, że nigdy mnie nie skrzywdzi. A. miał uczucia na dłoni. Pan M. ma za to inne przymioty, które różnią go pozytywnie od A. Coś za coś. I na pewno jest mądrym, wartościowym człowiekiem o szerokich horyzontach, czego na pewno nie brakowało ani A., ani JS, ale brakowało M. Pan M. to człowiek, który ma poczucie humoru, wiele do zaoferowania i jest inteligentnym rozmówcą. Dobrze się czuję w jego towarzystwie, a co dalej, czas pokaże. Na razie jest po prostu dobrze, tylko brakuje mi tego dreszczyku jaki towarzyszy ludziom, którzy na siebie działają. Pan M. sprawdza mnie, jak ja go rozumiem i na ile będę ciepłą, czułą, wyrozumiałą kobietką. A kto będzie mnie rozumiał i będzie ciepły, czuły i wyrozumiały? Nie wiem, czy nie jest zbytnio egocentryczny. Jeśli tak, nic z nas nie będzie. Na razie dobrze, że jest, choć tak się broniłam przed tym, żeby zaczynać tę znajomość Uparciuch i dobrze.. Mam wrażenie, że znam go od dawna i pewnie brakowałoby mi go, gdyby nagle zniknął. Przyzwyczaiłam się do codziennych sms-ów i rozmów, do spotkań, spacerów i nawet do drobnych sprzeczek. I do jego „dziecko drogie”. Znowu brak ojca się odzywa. On łatwo opowiada o sobie i swoich przeżyciach, a mnie zarzuca, że nie chcę. Owszem, to się zmieniło. Kiedyś zaufałam bardzo A. i on poznał mnie do samego końca. Znał całe moje życie, moje tajemnice, przeżycia, pragnienia, marzenia, smutki i radości. Nikt nie wie o mnie tyle co on. Ani przyjaciółka, ani matka. Nikt. Raz w życiu pozwoliłam sobie na takie otworzenie się, bo on był takim człowiekiem. Był bardzo empatyczny, kochał mnie, chciał i potrafił słuchać, umiał wesprzeć. Nie wiem czy to było dobrze dla nas, że wszystko z siebie wtedy wyrzuciłam. Dla mnie na pewno tak, bo to była swego rodzaju terapia, jak u psychologa, a pewne sprawy nosiłam w sobie całe życie. Pomogło mi i czuję to do dziś. Dlatego nie mam już ochoty na ponowne rozdrapywanie ran i mówienie o przeszłości. Wolę patrzeć do przodu. Wspomnienia źle na mnie działają. Nie chcę też już nikogo obwiniać, bo to nic dzisiaj nie zmieni, a potem źle się z tym czuję. Nie chcę się nakręcać i nie chcę, żeby ktoś myślał, że jestem taka biedna i pokrzywdzona. Nie potrzebuję tego. Mam żal do siebie, że na zbyt wiele pozwoliłam i po części nie potrafiłam zadbać o siebie i swoje sprawy. Wiem, że to zwykłe frajerstwo i nie oczekuję, że dzisiaj np. Pan M. uzna to za moją dobroć, tylko za zwykłe przyzwolenie na wykorzystywanie się cwańszym. Wstydzę się tego, że nie potrafię stawiać granic i domagać się otwarcie swoich praw. Uczę się, ale pewne kwestie wciąż wymagają zdecydowanego działania z mojej strony, a ja mam chęć odpuścić. Więc nie chcę o tym wszystkim opowiadać zwłaszcza jeśli mam przed sobą człowieka, który jest w tym względzie inny. On na pewno nie zrozumie. A. był taki jak ja.

Pan M. wróci dzisiaj późno. Może już wraca? Ciekawe, czy zgodnie z obietnicą odezwie się zaraz? I ciekawe, czy jutro się zobaczymy? Wczoraj z naszej własnej winy, jego i mojej (ach te gierki) nie rozmawialiśmy. On, twardziel postawił na swoim i trochę dał mi po nosie. Zastanawiam się, czy pewne jego zachowania wynikają z dumy i potrzeby otrzymywania wyraźniejszego zainteresowania z mojej strony, czy po prostu to taki typ. Gdyby nie sms-y i wiadomości, w których przekazał mi wiele swoich myśli, potrzeb i ciepłą stronę swojej natury, myślałabym, że to jednak człowiek oschły. Tymczasem wiem, że może być inaczej, ale po prostu muszę to sprawdzić. Muszę poznać do niego instrukcję obsługi i chciałabym, żeby on poznał moją. Wtedy może być fajnie.

Coś ukłuło, ale nie boli.

Dziś, zupełnie przez przypadek dowiedziałam się, że M. wieczorem znalazł czas, żeby wykonać drobną, ale ważną przysługę mojej koleżance. Nie spodziewałam się więc zakłuło trochę. Przez chwilę przykro mi się zrobiło, bo mnie też tydzień temu obiecał małą pomoc, ale ostatecznie nie zrobił tego i nawet nie zadzwonił. A przecież sam się zadeklarował. Dziś był po sąsiedzku więc gdyby chciał, mógłby na parę minut zjawić się i u mnie, ale niestety, chyba nie chciał. A ja wciąż mam problem i potrzebuję męskiej ręki. Jego to jednak nie obchodzi. Poczułam się przez chwilę odrzucona i smutno mi się zrobiło. Smutno, bo jestem w podobnej sytuacji, jak moja koleżanka i on o tym doskonale wie, ale najwyraźniej jest mu to obojętne. A to ja go z nią poznałam. I ja zawsze go chwaliłam i mówiłam, jak bardzo mi pomógł i wdzięczna mu za to jestem. Jemu też wiele razy to okazywałam. Doskonale wiedział, że nie mam na kogo liczyć. Dlatego przykro mi się zrobiło, ale na szczęście szybko przeszło. Cóż, nie mam już na to wpływu. Na siłę nic nie zrobię, ale szkoda, bo uświadomiłam sobie, że już nie mogę na niego liczyć. Nikogo do niczego nie zmuszę. Muszę sobie radzić inaczej. Jeśli Pan M. sobie pójdzie, będzie mi trudno bez męskiej pomocy w tych kwestiach, na których się zupełnie nie znam i chyba nie muszę znać.

A Pan M. na razie jest, ale z mojej strony wciąż bez emocji i nie wiem, co będzie dalej. Jakie to wszystko trudne, jak coś nie do końca gra.

Coś drgnęło?

W pracy już spokojniej i wolniej. Finansowo ten miesiąc lepszy niż myślałam, ale i wydatków sporo. Jeżdżę coraz więcej i pewniej. Codziennie. W życiu osobistym malutka odmiana. Poznałam Pana M. Innego M. Tamten M. mnie nie chce, albo nie potrafi działać. Nawet już na jego pomoc nie bardzo mogę liczyć. Zapracowany i dziwny. Cóż, nie to nie. Poza tym, czy ja naprawdę chciałabym być z takim człowiekiem? Kręciła mnie ta jego obojętność, ale w rzeczywistości to nie mój typ. Sporo nas różniło, a nawet dzieliło. Nic by i tak z tego nie wyszło. Lubię go jak kumpla i tylko tyle.

A nowy Pan M to już bardziej moja bajka. Starszy o kilka lat. Najpierw myślałam, że to mi nie będzie pasować, ale okazało się, że nie ma problemu. Szybko to stwierdziłam. Pan M przypomina mi trochę JS. Teraz próbuję się zorientować jaki jest naprawdę. Na początek mój odbiór jego osoby jest pozytywny. Grzeczny, ułożony, zadbany, przystojny, dowcipny, przedsiębiorczy, mądry, zapalony turysta, zdecydowany, zaangażowany. Lubi rozmawiać, szuka kontaktu, nie boi się być miły. Czyli można? Nie to co poprzedni M. Na początek wszystko pasuje. A co dalej? Zobaczymy. Jutro kolejna randka.

Fajnie jest gdy ktoś jest, nawet jeśli to dopiero początek i nie wiadomo co z tego wyniknie. Mam człowieka, z którym codziennie rozmawiam, i który traktuje mnie jak kobietę. Szybko się przyzwyczaiłam. Tylko trochę mi brak emocji z mojej strony. To mnie niepokoi. Może on za bardzo jest otwarty? Po tamtym M, ten z nawiązką wyraża swoje zainteresowanie i mówi fajne rzeczy. Szybko działa. I dogódź człowieku kobiecie.