No więc, jesteśmy razem.

Tak, to już nie podchody. Jesteśmy parą. Ja i on. On i ja. My. Drugi M. I na razie nie wiem, co o tym sądzić. Na pewno nie jestem tak zakręcona, jakbym chciała. A Drugi M. jest inny niż mężczyźni, z którymi dotychczas miałam do czynienia. I nie wiem do końca jak to jest, jak to będzie. Jestem zadowolona, bo to miłe być z kimś, ale moje życie znowu się skomplikowało. Być z kimś to poświęcać mu dużo czasu, często z nim rozmawiać, przebywać, spotykać się. Drugi M. chciałby tego bardzo często i to jest fajne, lecz jednocześnie dla mnie kłopotliwe. Ja wprawdzie też bym chciała, ale przecież nie mieszkam sama i jestem obserwowana, oceniana. Nie mogę być dla niego taka dyspozycyjna, jakby tego chciał. Moi bliscy o nim wiedzą, lecz to nie oznacza, że natychmiast pozwolą mi na szaleństwo notorycznego przebywania poza domem w jego towarzystwie. I badam sama siebie w jego temacie. Z jednej strony polubiłam go i są chwile, gdy naprawdę bardzo ciepło o nim myślę, ale są i momenty, gdy nie wiem, czy to mógłby być ten jedyny, ten dla mnie, taki jak A. Bo nie wiem też, ile ciepła jest on w stanie z siebie wykrzesać, ile zainteresowania mną jako mną. Nie wiem czego on naprawdę pragnie. Nie wiem, jaki do końca jest. Mam mieszane komunikaty. To dość silny charakter, przywódczy, konkretny, szybki w podejmowaniu decyzji, wymagający, zorganizowany. Na razie oceniam te cechy pozytywnie. Dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i mam wrażenie, że przy nim mogłabym się czuć pewniej, bezpieczniej. Na pewno mogę go wprowadzić do mojego świata. Lecz czy chcę aż tak zmieniać swoje życie?