Takie tam niewielkanocne przemyślenia.

Trochę ciszy. Dzieciaki pojechały do dziadków więc miałam trochę czasu dla siebie. Miałam, bo już wróciły. Zdążyłam zrobić herbatę, nakroić ciast własnej roboty i zostałam z tym dobytkiem sama, bo zdecydowały się pojechać do kościoła. Ja dziś nie mam ochoty więc na razie czekam przy zastawionym stole i kusi mnie aby podjeść sobie, a i tak przez te dwa dni (drugi jeszcze nie skończony) przekroczyłam wszystkie normy kaloryczne. Nie ja pierwsza i nie ostatnia pewnie. Miałam chęć na jakiś wiosenny spacer i pofotografowanie, ale niestety, pogoda mnie zniechęciła. Nawet śnieg dzisiaj padał. Kwiecień plecień. Do świąt nie jadłam słodyczy i powiem szczerze, że odczułam to na sobie pozytywnie. Byłam jakaś bardziej lekka i płaska… na brzuchu. Niestety już nie jestem :( Jak zjem to świąteczne ciasto znowu spróbuję zerwać ze słodkim. W końcu nie mam jakiejś szczególnej słabości do słodyczy, ale muszę mieć pod ręką owoce. Czyli, że niby organizm domaga się cukru? Muszę uważać, bo ostatnio samo mi wchodzi w ciało. Coś mi się pozmieniało i mam teraz wagę jakiej nigdy dotychczas nie miałam. Ogólnie budowa mi się zmienia… na bardziej dojrzałą. Kobitka się robię, dojrzewam… kiedyś w końcu trzeba. Wprawdzie liczbowo ta waga śmieszy co niektórych, ale przy moim wzroście i drobnych kościach dużo nie trzeba żebym się zamieniła w baryłkę. Na razie jest ok tylko brzucha muszę pilnować, no i biust też mógłby stać w miejscu, bo w tym temacie natura mnie obdarowała i więcej nie potrzebuję. A tymczasem wszystkie biustonosze zrobiły się przymałe. A pupa się zmniejsza. Żeby się tak dało przełożyć trochę z przodu do tyłu.

Przed świętami odezwał się JS. Jest w kraju i nawet „straszył” mnie propozycją spotkania, ale na szczęście zrezygnował. Może z powodu braku mojego entuzjazmu? W końcu mu się znudzi proponować. Mam tego świadomość, ale trudno. Co ma być to będzie. Znamy się już prawie trzy lata, ale to taka dziwna przyjaźń, na odległość. Widzieliśmy się też trzy lata temu i od tej pory ciągle nam nie po drodze. Właściwie to mnie nie po drodze. Czegoś się boję, sama nie wiem czego chcę, traktuję wszystko za bardzo serio i nie potrafię podejść do sprawy na luzie. Jak przychodzi co do czego, wolę żeby zostało tak jak jest. Istnieje jeszcze jedna szansa na spotkanie po świętach, ale na samą myśl dopada mnie strach. Czego się boję? Zamieszania w moim życiu, tego że może mu się już nie spodobam na żywo (trzy lata to dużo), tego że on mi się nie spodoba na żywo (trzy lata w życiu faceta to też dużo), tego że na żywo rozmowa już nie będzie taka, że będę się denerwować, że on jest za bardzo pewny siebie, za bardzo zdecydowany, że jest bardzo inteligentny, że może liczy na coś więcej… ? Nie, nie odważę się.

17884521_1508688845830558_8867352067347418968_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>