Tak wiele…

Minęło kilka miesięcy od ostatniego wpisu i tak wiele się zdarzyło. Ostatnie półrocze było dla mnie bardzo absorbujące fizycznie i psychicznie. Chyba nawet bardziej psychicznie. Znowu wyszła moja natura nadwrażliwca i zaczęłam się czuć jakby mnie wszystko przerastało. Byłam na siebie zła o to, bo wcale mi z tym nie było łatwo. Poza tym nie chciałam przelewać mojego strachu na najbliższych. Nie chciałam niczego zepsuć ani spowodować, że to mną trzeba się będzie przejmować. Martwiłam się, jak dam radę. Bałam się, że zabraknie mi sił, że przypłacę to zdrowiem. Czułam się taka samotna i okazało się, że jeszcze mam łzy, że jeszcze potrafię płakać. I jak zwykle starałam się nikomu nic nie pokazywać. No, może dwie, trzy osoby wiedziały co czuję, ale nie do końca i na odległość więc ich nie zagnębiałam moimi strachami. W pracy też było wyjątkowo dużo obowiązków i to razy dwa. Nikogo nie obchodziło, że moja doba ma tak samo 24 godziny, jak innych, a ja już nie mam 30 lat.  Do tego studia na wyjeździe i prawie wszystkie weekendy zajęte więc ciągnęłam przez jakiś czas siedem dni w tygodniu, niedospana, niewypoczęta, bez czasu dla siebie.

Prawda o A. też mnie rozwaliła. Bardziej niż bym się spodziewała. Runęła moja wiara w coś co miało być wyjątkowe i w to, że zasługuję na coś dobrego. Rozczarowanie i zawód jest chyba gorsze niż utrata kogoś. Skoro on tak się zachował to już w nic nie uwierzę i nikomu nie uwierzę. Pewnie nie jestem warta tego, żeby dla kogoś stać się kimś ważnym. Moja samoocena znacznie się obniżyła i trudno mi coś z tym zrobić choć próbuję. Skoro on mnie tak zawiódł to komu mogę zaufać? Dla kogo mogę się liczyć? Wmawiam sobie, że nie potrzebuję nikogo i ważna jestem sama dla siebie, ale to nieprawda. Czuję się samotna. Zmieniły się relacje z moimi bliskimi koleżankami, bo zmieniło się ich życie osobiste. Już nie mają dla mnie tyle czasu, już mnie tyle nie potrzebują. Rozumiem to, ale brakuje mi tamtych chwil, który miałyśmy dla siebie. Ich życie się wypełniło, moje jest pustawe. Zaczynam się izolować.

Od ubiegłego roku, gdy dowiedziałam się o pewnej ważnej decyzji mojej starszej latorośli, przeraziłam się tego, co mnie czeka i jak sobie z tym sama poradzę. Nie przesadzam z tym „sama”. Wiem, co piszę bo sytuacja, która ma miejsce jest nietypowa i daje mi do tego prawo. Natychmiast pojawiły się fizyczne symptomy mojego przerażenia – lęk, bóle głowy, problemy ze snem, natrętne myśli, które napawały mnie jeszcze większym strachem i nie dawały się odpędzić. Nawet dziś, choć już jestem po, wciąż mi towarzyszą pewne objawy. Mam nadzieję, że w końcu miną. Robię badania, biorę leki.

Intensywny i kosztowny remont, pod presją czasu też mi dołożył. Dwa miesiące w zawrotnym tempie i niedogodnościach, w stresie, w pogoni za materiałami, z koniecznością podejmowania decyzji prawie na całe życie i z nietrafionymi pomysłami, bo nie było projektanta, tylko moja inwencja i wyobraźnia. I jednocześnie praca. I jednocześnie inne sprawy. Problemy córki, które były moimi problemami, bo nie potrafię spokojnie patrzeć, gdy moje dzieci coś boli, niepokoi.

Moje samopoczucie coraz gorsze z dnia na dzień, spadek na wadze i dokładka lat na twarzy. Postarzałam się przez te kilka miesięcy. Za bardzo wszystko przeżyłam i niestety odbiło się na wyglądzie. Wyjątkowo się sobie nie podobam. Czuje się brzydka, stara i zmęczona.

I w końcu to najważniejsze wydarzenie. Dzień, w którym trzęsłam się z nerwów jak galareta, w którym byłam wyjątkowo samotna i przerażona, a jednocześnie starałam się jak mogłam, żeby sprostać zadaniu i żeby moje dziecko było najszczęśliwsze. I chyba dałam radę. A potem wszystko było jak w bajce. Tak pięknie, że poczułam się szczęśliwa. I w końcu emocje puściły, strach minął, obok mnie były osoby, które chciałam żeby były i zaczęłam wreszcie się cieszyć i bawić. I nareszcie wszystko zeszło. To co mnie przez rok przygnębiało, martwiło. Poczułam się lekką widząc, że moje dzieci są zadowolone, że wszystko się udało, że pewnym osobom dałam radę, że ludzie byli zadowoleni.

Ale to było trudne pół roku. Już dawno nie żyłam w takim stresie.

Dałam radę. Wiedziałam, że tak będzie. Jakim kosztem? Okaże się…