Wrrr… trzymajcie mnie…

Święto, piękny sierpień za oknem, ale wieje nudą. Podobno inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi więc powinnam napisać inaczej…. nie nudzę się, ale żal mi, że siedzę dziś w domu sama. Zamiast więc robić sto fajnych rzeczy, mnie nosi, że w taki ładny dzień powinnam być gdzieś z kimś, w plenerze. I zaczynam myśleć o tym i owym, a stąd krok od wkurzania się i użalania. Najpierw na siebie, że przecież mogłam ten dzień inaczej sobie ułożyć, a nie czekać aż ktoś sobie o mnie przypomni. Skoro nie mam działki, skończyła mi się książka, znudził internet, nie pociąga telewizja i leżenie na kanapie, a domowe zajęcia mnie nie kręcą, zwłaszcza po intensywnym czasie remontowym, mogłam łaskawie sama wymyślić coś innego. Pojechać na wycieczkę, do rodziny na wieś, odwiedzić koleżankę, iść do kina, cokolwiek. Tymczasem ja na dziś umówiłam się z IR. O dupę potłuc takie umawianie i aktualnie jestem tylko wkurzona, bo spotkanie będzie ostatecznie o 20 – tej, z czystego obowiązku, żeby wyjść z twarzą, bo ochoty już nie mam żadnej. Nie rozumiem tego faceta i to nie moja bajka. Nie wiem sama czy to ja nie wiem czego chcę, czy on taki leniwy, ale jeśli leniwy i wygodny, to ja dziękuję i piszmy sobie dalej od czasu do czasu, bo na co dzień repertuar pisania mi się znudził. Owszem, pomógł mi dwa razy i wdzięczna mu jestem i kolegą niech zostanie, ale niech się nie umawia ze mną, bo tylko mnie to wkurza i takie spotykania na jego warunkach absolutnie mi nie leżą. Raz się zgodziłam. Drugi raz też, bo robił mi pewną przysługę więc przymknęłam oko. Trzeci, jeszcze sobie jakoś wytłumaczyłam, ale dziś już przegiął. A broń mnie panie boże od takiego mężczyzny. Dziś widzę, że nawet MJ, choć tylko kumpel, więcej zaangażowania wykazuje niż IR. Ja się nie będę dostosowywać do jego wygodnictwa i spacerów z psem! Czwarte spotkanie i to ja mam znowu jechać do niego i to jeszcze w czasie kiedy jemu pasuje. To za wcześnie, to za późno, to za gorąco, to za daleko. Dziękuję temu panu. Podjadę, przekażę com miała przekazać, pogłaszczę pieska, życzę wszystkiego dobrego i zmykam. Niech sobie siedzi ze swoimi pupilami w czterech ścianach skoro tyle mu do szczęścia potrzeba. Żałuję, że brałam go pod uwagę jako sposób na dzisiejszy dzień.

Natomiast, idąc za ciągiem tematycznym, relacja w sprawie pozostałych moich męskich znajomych wygląda następująco. Otóż A., jak już pisałam, zaburzył trwale moją wiarę w sens jakichkolwiek związków opartych na podłożu uczuciowym. Zero uczuć! Jak mi się robi ckliwie, to sobie przypominam A. i… zero uczuć! Drugi raz nie dam się nabrać. Nie ma świętości w tym temacie. Została zdeptana.

MJ aktualnie wypoczywa (no wreszcie!!! po kilku latach pracy bez przerwy) nad morzem, ale przykładnie pamięta o mnie w kwestii autowej i muszę przyznać, że mogę na niego liczyć w tym temacie i jak obieca to pamięta. Obiecał, pamiętał, zadzwonił, poradził. Teraz niech wypoczywa. Zasłużył :)

JS mi podpadł bardzo. Nawet nie myślałam, że tak ukłuje. I już mu nie wybaczę. Na nic buźki, kwiatuszki, serduszka, słodkie słówka, wieczorne pogaduszki. Podpadł i już. Niech sobie szuka towarzyszki na miłe chwile, gdzie mu tam pasuje i do czego mu pasuje. Taki dżentelmen, a tak głupio postąpił. Kobieta takich rzeczy nie wybacza. Ja nie wybaczam. Rozumiem, ale nie wybaczam. Niewiele się tliło, a teraz zgasło na amen. Wspaniałych, wymarzonych wakacji w ciepłym kraju życzę i miłej towarzyszki.

MS czasem pisze, ale tylko czasem. Też dobrze.

Jedna myśl nt. „Wrrr… trzymajcie mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>